Czy istnieje miłość w związku bdsm?

Przeglądając swoje tytuły notatek zauważyłem, że w zasadzie absolutnie brak tutaj wpisów o emocjach, sferze naszej psychiki. Dziś zatem wpis o psychice, odczuciach i uczuciach, które w każdej relacji BDSM wcześniej czy później się pojawiają.

Relacje BDSM możemy podzielić na trzy podstawowe grupy ludzi, biorąc pod uwagę wyłącznie ich stopień zaangażowania. I tak:

  1. Grupa pierwsza: Znajdują się w niej osoby, które swoje zamiłowanie do praktyk bdsm upuszczają w przygodnych, pojedyńczych sesjach.
  2. Grupa druga: Tutaj mamy osoby, które prowadzą podwójne życie. Związek waniliowy, taki z miłości i związek bdsm ze stałym partnerem/partnerką do samorealizacji.
  3. Grupa trzecia: Tu z kolei mamy osoby które połączyły się w pary z miłości i potrzeb bdsm’owych.

Jak więc po krótce wygląda zatem życie uczuciowe powyżej wymienionych grup?

Grupa pierwsza. Ludzie często umawiają się na jednorazowe sesje, by zaspokoić aktualny głód potrzeb sadomasochistycznych. Potrzebują oderwania się od codzienności i swoich stanowisk. Często prezesi dużych korporacji lub osoby na wysokich stanowiskach, którzy potrzebują zdjąć choć na chwilę ciężar odpowiedzialności, lub osoby na codzień piastujące najniższe stanowiska, chcące tym samym podbudować swoją wartość. Odczuwają tym samym chwilową przyjemność spowodowaną rozładowaniem emocji, po czym wracają z powrotem do swoich codziennych ról. Nie ma tutaj mowy o stałym uczuciu do partnera bdsm, gdyż czas jaki mogą poświęcić na zaangażowanie się  jest relatywnie niski w stosunku do miary tygodnia czy miesiąca.

Grupa druga. Ludzie posiadający stałe tzw waniliowe związki otoczone miłością i pożądaniem, często po prostu przyzwyczajeniem i stabilnością. Nie mogąc w nich realizować praktyk bdsm, ponieważ nie potrafią się do nich przyznać bojąc się odrzucenia lub druga strona takich praktyk nie akceptuje, szukają szczęścia w drugim równoległym związku. Prowadzą więc zatem dwa równoległe związki, w każdy z nich angażując się emocjonalnie, a jednocześnie żyjąc w przekonaniu zdrady wobec co najmniej jednej osoby. Ta grupa ludzi obarczona jest dość dużym ryzykiem utraty obu związków, oraz sporej części zdrowia psychicznego.

Grupa trzecia. Właściwie jest ona najszczęśliwszą grupą ze wszystkich wymienionych. Ludzie w niej się znajdujący, łączą w swoich związkach miłość do drugiej osoby z realizacją swoich upodobań nie tylko seksualnych. Dzięki temu mogą oni pozwolić sobie na absolutną wolność i swobodę. Są w stanie przekraczać razem wiele barier i granic, a pojęcie wstydu wobec siebie i partnerów nie istnieje. Są zadowoleni ze swojego życia zarówno seksualnego jak również i emocjonalnego, dzięki czemu stanowią doskonały przykład związków szczęśliwych.

Jak widzicie, nie jest wcale tak trudno wpasować każdego z nas do odpowiedniej grupy. Często jednak będąc w jednej z tych grup marzymy o całkiem innej. Którz by z grupy drugiej nie wolał by jego partner lub partnerka podzielała upodobania, by przejść niepostrzeżenie do grupy trzeciej?

Osobiścnie nie wyobrażam sobie życia z piętnem kłamstwa czy przygodnych spotkań. Przygodne spotkania są bardzo płytkie emocjonalnie i przeżyciowo. Osoba dominująca nie będzie w stanie odkryż prawdziwych potrzeb osoby uległej, zatem nie spełni w stu procentach jego oczekiwań. Okłamując kogoś natomiast czułbym się jak szmata. Nie miałbym odwagi spojrzeć takiej osobie w oczy. Jednym słowem istny koszmar psychiczny.

Stąd też zapewne bardzo lubię wariant trzeci, gdy poznaję swoją partnerkę, jej potrzeby. Gdy wiem że oboje jesteśmy dla siebie bliscy i potrafimy ze sobą o sobie nawzajem rozmawiać. Tylko taki układ jest dla mnie układem dobrym oraz właściwym, by relacje z partnerką były na wskroś szczere i udane.

Dla mnie miłość ma dwa oblicza.. to łagodne i ciepłe, gdy mogę ją przytulić, otrzeć łzy czy wesprzeć i te ostrzejsze, gdy wymagam posłuszeństwa a także poddania. Kto powiedział że miłość musi być tylko romantyczna i delikatna? Moim zdaniem nie musi taka być, a tytułowa miłość w związku bdsm jest bardzo wskazana i możliwa do osiągnięcia.

A wy? Jaką grupę preferujecie? Wolicie kochającego partnera który potrafi zmienić się w domina lub potulną bestię? Czy też może wolicie przygodnego domina, który was wychłosta i pójdzie w swoją stronę? Zapraszam do dyskusji..

Fetisho Opublikowane przez:

Mocno dominujący o skłonnościach sadystycznych mężczyzna z rocznika 81. Uwielbia kobiety ceniące siebie ze skłonnością do uległości.

13 komentarzy

  1. Mała M.
    Marzec 12, 2013
    Reply

    Osobiście preferuję grupę trzecią.Nie wyobrażam sobie przygodnych-jednorazowych spotkań , a już na pewno w grę nie wchodzi kłamstwo i zdrada .. – to jest nie do przyjęcia.

  2. Marzec 12, 2013
    Reply

    Witaj!
    Ja również jestem za tą trzecią grupą związków i do niej należę. Wcześniej byłam w związku, gdzie moje potrzeby i fantazje spotykały się z ostrą krytyk i zniesmaczeniem, czułam się źle, wg. partnera miałam problemy z psychiką, bo „która kobieta chciałaby być tak traktowana”. Uważam, że prawdziwy BDSM można odkryć właśnie z osobą, z którą jest się w stałym związku. Na jednorazowym spotkaniu nie da rady zbudować tego zaufania, które jest niezaprzeczalnie potrzebne do tego typu relacji. Wyzbycie się strachu, obaw, wstydu, poznanie ciała, psychiki i potrzeb obu stron – to następuje po długim czasie, na po kilku spotkaniach. Dla mnie BDSM ma głębsze, psychologiczne podłoże, to nie tylko ostry seks z zabawkami i bezmyślnym wypowiadaniem słów: „tak, Panie”. A okłamywać drugiej strony również bym nie mogła, czułabym się jak szmata, jak to określiłeś i tak się czułam, próbując kiedyś na boku. Sądzę, że masz całkowitą rację, że miłość nie musi być usłana tylko różami. Oczywiście, musi być zachowana równowaga, muszą być i czułości, rozmowy, partnerstwo w pewnych kwestiach, ale miłość nie wyklucza relacji BDSM. Zdecydowanie nie. Jak już pisałam, dla mnie to coś więcej. I doskonale rozumiem skrót BDSM jako „Bardzo Dobrą Szkołę Miłości”. :)Tak właśnie poznałam mego Pana i życiowego partnera. Tak przekraczam razem wiele granic, poszerzamy je i tak poznaliśmy się jak nikt inny, związani niewidzialną nicią, przez niewielu dostrzegalną i rozumianą.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Rahela

  3. Kwiecień 23, 2013
    Reply

    Jest jeszcze podgrupa 2a: ludzie którzy mają kilka równoległych relacji, mogą być z kimś kogo kochają, z inną osobą, z którą sypiają, czy mają relacje BDSM, a jednocześnie są to relacje poliamoryczne i nie ma tu mowy o zdradzie – wszystkie te relacje i wszyscy partnerzy wiedzą o sobie.

    Jestem w otwartym związku z partnerem, z którym łączy mnie miłość, ale także BDSM (czyli można by to podciągnąć pod grupę 3). Jesteśmy w otwartym związku i mam też kobietę, z którą łączy mnie głębokie uczucie, a jednocześnie nie widzę jej i siebie w BDSM. Jedno nie przeszkadza drugiemu, znamy się w trójkę i znamy swoje potrzeby.

    Warto w każdym razie zdać sobie sprawę, że nie wszyscy ludzie żyją tylko w monogamicznych związkach i że więcej niż dwoje partnerów nie musi oznaczać zdrady i zakłamania.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. LadySlave
    Maj 29, 2013
    Reply

    Och możemy być tak samo szczęśliwi jak wszyscy inni ludzie na świecie! To, że lubię być uległą nie skazuje mnie na chory związek! Bo ileż jest chorych związków, które nie mają nic wspólnego z bdsm…

    pozdr

  5. Artemidzia
    Czerwiec 23, 2013
    Reply

    Jesteście niezwykle zakłamani w swoich opiniach. Każdy właściwie wypiera się bycia w drugiej grupie, a tak naprawdę połowa świata klimatycznego własnie jest życiem w podwójnym związku: część panów ( celowo piszę z małej litery) się z tym ujawnia już w czasie pierwszych rozmów na czatach, pozostali- ukrywają się, dl czasu az wybuchnie afera kiedy żona znajdzie wpisy suki, lub suka z zemsty zadzwoni do żony, gdy zostanie porzucona.
    Tak, niestety, funkcjonuje nasz światek w polskich realiach. Nie okłamujmy się, że jest miłośćklimatyczna. Owszem, dwoje ludzi ktorzy kochaja sie waniliowo, nagle chca w rutynie dnia codziennego sprobowac czegos wiecej…ale niech, na Boga, nikt mi nie wmawia, ze zabawę mozna przelożyć na miłość, czy tez odwrotnie.
    Chyba, ze uzalezniamy sie od endorfin tak bardzo, ze niczym cpun mowimy, ze kochamy kokę.
    Wydaje mi się, że zanim się zacznie mowic i milosci w klimacie, tzreba sie mocno uderzyc w piers, i soytac samego siebie..kogo ja oklamuje??

    • Fetisho
      Czerwiec 30, 2013
      Reply

      Pozwolę się z Tobą absolutnie nie zgodzić. Jest coś takiego jak miłość w związku bdsm. Nie potrzebuje okłamywać partnerki by dostać to czego chcę. Wolę jasno i otwarcie porozmawiać już na samym wstępie, by uniknąć krzywdzenia drugiej strony stekiem kłamstw.
      Wierzę jednak, że wielu panów to najnormalniejsi tchórze, którzy nie potrafią ułożyć swojego życia wedle własnych potrzeb, dzieląc swoje ścieżki życia na dwie strony.

  6. Kropka:)
    Luty 23, 2014
    Reply

    Może i ja się dołączę;) Jest i czwarta i piąta grupa. Bdsm w domu, ale nie w tę stronę, w która jesteśmy zaprogramowani. Bdsm ze stałym Panem, ale bez miłości. Ale za każdym razem cieszę się, kiedy mężczyzna pisze o miłości. Bo to zwykle kobiety, niestety, angażują się bardziej…

    • Fetisho
      Kwiecień 1, 2014
      Reply

      Widzisz @Kropko, jestem akurat takim facetem który nie wyobraża sobie związków (vel układów jak kto woli), bez obustronnej miłości. Związek bez miłości jest dla mnie kompletnie pustym i pozbawionym sensu, co nie znaczy że ktoś może odbierać takie formy wspólnego bytowania inaczej niż ja.

  7. ulaniula
    Listopad 18, 2014
    Reply

    Nie będę „wciągać” się pod żadną grupę czy kategorię, ale mam pytanie do dyskutujących- jeśli jestem mężatką, matką, mój partner nie rozumie mojej natury uległej i nie ma mowy o wprowadzeniu BDSM do naszego związku, wobec czego szukam Pana, aby stworzyć równoległy związek w klimacie, jestem, jak to tutaj ujęto, szmatą? Mój mąż akceptuje fakt, że kogoś poszukuję i że znajdę, że będę się przed daną osobą obnażać (i nie mam na myśli tylko cielesnego obnażania się). Kocham moją rodzinę, nie chcę się jej wyrzekać czy odchodzić, z drugiej strony wiem, że jestem w stanie oddać się zupełnie mojemu Panu w każdej sferze poza rodziną. Czy definicja zdradzieckiej szmaty dalej do mnie pasuje? Ja uważam inaczej, ale chyba i tak zostanie mi przypięta odpowiednia etykietka… Chcę jednak, żeby każdy wiedział, że i takie osoby/układy istnieją równolegle. Pozdrawiam wszystkich dyskutujących.

  8. Kwiecień 24, 2015
    Reply

    W zasadzie szukam miłości i bdsm w jednym, ale… jakiś czas temu szukałam i odkryłam, że wcale nie jest łatwo to połączyć. Wielu masterów, może i dla własnej wygody, nie chce uznać, że miłość w takim związku jest możliwa. Wolą dominować na odległość. Na razie dalej marzę, ale już nie mam złudzeń, może się okazać, że dla mnie to niemożliwe.
    Ale rozumiem ulaniulę, bo sama byłam 20 lat w małżeństwie, ale cierpiałam strasznie. Z drugiej strony nie potrafiłabym żyć podwójnie. Nie dałabym rady.

  9. Anna
    Październik 23, 2016
    Reply

    O jeżu, BDSM jest elementem seksu, a seks jest elementem każdej relacji i nie widzę przeszkody, żeby BDSM w seksie zaistniało w regularnym, „poważnym” związku. Oczywiście, że zawsze może się okazać, że ktoś był niedorosły, nieodpowiedzialny albo po prostu ktoś kogoś wykorzystywał, ale… do tego nie potrzeba sado-maso, Zgadzam się, że problem pojawia się wtedy, kiedy okazuje się, że potrzeby seksualne i emocjonalne dwojga kochających się osób bardzo się rozmijają. Tu trzeba szukać rozwiązania, co jest zwykle niełatwe. Gdyby coś takiego zadziało się w moim związku, na pewno po pierwsze próbowałabym wyjść naprzeciw potrzebom partnera. Ale nie swoim kosztem. Gdybym w żaden sposób nie mogła się w tym odnaleźć, zaproponowałabym otwarty związek, w którym każde z nas ma prawo do szukania tego, czego potrzebuje i co oferuje poza nami samymi. Gdyby i to nie zdało egzaminu – trudno, adios, muchacho. Jak wspomniałam na początku, seks jest elementem każdej relacji. nie podstawą, ale jednak nie da się bez niego funkcjonować. A co do podwójnego życia, zdrady, ktoś kto się na to decyduje traktuje niepoważnie i partnera i siebie. Tak nie można, trzeba się z tym zmierzyć, być fair i przyjąć reakcję na klatę. Mamy prawo do swoich potrzeb; Nie mamy prawa wymagać, by inni je bezwolnie spełniali. Co do mnie, miałam tyle szczęścia, że jakoś, zupełnie naturalnie, wzajemnie się docierając, doszliśmy do tego, że gustujemy w podobnym typie porno 😉 Jesteśmy bardzo młodzi i jesteśmy razem dopiero od niespełna roku, ale otwartość na drugiego człowieka, zaufanie i dystans do siebie naprawdę ułatwiają sprawę. Na ten moment jestem z nas dumna.

  10. Jane
    Listopad 23, 2016
    Reply

    Jestem w typie związku nr 3 stroną uległą. Całkiem dobrze to funkcjonuje. Chociaż na początku było ciężko. Miałam świadomość, że jestem uległa i powinnam być posłuszna w wielu aspektach życia w których jest to ode mnie wymagane, ale długo to trwało i samo nie przyszło. Dużą rolę odegrała stanowczość mojego życiowego partnera oraz jego nieugięcie w codziennym dyscyplinowaniu. Tak jestem codziennie dyscyplinowana, teraz już właściwie bardziej pro forma, czyli prewencyjnie, ale jestem. W weekend zawsze mam podsumowanie tygodnia (obecnie omawiane są głównie niewielkie niedociągnięcia w podstawowych obszarach naszego związku i tłumaczone nowe plany wobec mnie). Nie mogę powiedzieć, że jest mi źle (chociaż czasami przy dyscyplinowaniu mam ochotę uciec), w moim życiu zapanowały nowe zasady, ale też nowy porządek i tak jest zdecydowanie lepiej. Trzeba się tylko poddać poleceniom, uważnie słuchać i chceć dobrze służyć swojemu Panu. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

  11. Ania
    Luty 22, 2018
    Reply

    A ja jestem i w 2 i 3 … siada to na psychikę ale co zrobić… Jestem mężatką i od roku w związku klimatycznym w którym od początku pojawiło się uczucie …
    Jedno muszę przyznać że to właśnie uczucie potęguje doznania klimatyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *